Jestem Garfieldem!

Podczas świąt faktycznie zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Ja, jak i większość społeczeństwa fizycznie zachowuję swoją postać, ale mentalnie wytwarzam rudą sierść, uaktywnia się mój nieposkromiony apetyt i zaczynam machać ogonem do filmów lecących w telewizji. Otóż to, jestem Garfieldem! 

Efekty mojej ewolucji wyglądają mniej więcej tak:


Etap trzeci motywuje mnie do podjęcia jakiejś aktywności fizycznej. W tym roku, oprócz standardowego zestawu, czyli koszulka, spodenki, buty, ręcznik i butelka wody, przydały się również telewizor, xbox, kinect, MICROSOFT Kinect Sports Ultimate Collection oraz Nike+ Kinect Training. 

- Stań tu – rzekła. Zaczęło się niewinnie od wymachów ramieniem i gry w kręgle… podczas której przegrałam o 3 punkty! 
- Żądam krwi! Gramy dalej! – zawołałam z entuzjazmem. I tak oto skakałyśmy, wymachiwałyśmy kończynami, wykonywałyśmy ekwilibrystyczne figury przed telewizorem, a nasze postacie na ekranie rzucały oszczepem, ciskały dyskiem, uprawiały skoki w dal i grały w siatkówkę. Bawiłyśmy się przy tym doskonale! 

Dziś mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż taka gra jest świetnym pomysłem na aktywne weekendowe popołudnie z rodziną czy znajomymi. Jest mnóstwo konkurencji, przy których z racji stanu trzeba się ruszać, można trochę zmęczyć, tudzież krzyknąć „Cholera! Nie mam już siły!” i… nawet nie poczuć, że cały czas się ćwiczy. A to wszystko w bardzo przyjemnej oprawie wizualnej, dźwiękowej oraz humorystycznej, bo jak tu się nie uśmiechnąć widząc po wszystkim nagrania z fragmentami swoich wyczynów (czyt. dzikie wymachiwanie kończynami ;)


A, i od siebie dodam, iż przed grą warto odbyć poważną rozmowę ze zwierzętami obecnymi w domu. Umożliwi to grę bez prób sabotażu ze strony naszych pupili i ewentualnych nagrań prezentujących zwinność psa, który postanawia dołączyć do zabawy i rzucić się w Twoim kierunku ;)

- To teraz Ci pokażę trening Nike. Zobaczymy, czy Ci się spodoba – powiedziała. Nie zabrzmiało to zachęcająco, ale na fali pozytywnych emocji i przygód podczas poprzedniej gry odrzekłam, że chcę. A co! 

Jeżeli znacie Ewę Ch. i jej narzędzia chirurgiczne to muszę przyznać, że podczas treningu Nike+ Wasze myśli będą milion razy mordercze. Moje były. Ale dla osób, które faktycznie chcą popracować nad sylwetką, siłą czy kondycją to świetne rozwiązanie i już wyjaśniam dlaczego. 

Uruchamiając trening Nike+ oddałam się w ręce personalnego trenera, który zaproponował mi serię ćwiczeń, by sprawdzić moją obecną motorykę oraz możliwości. Najpierw krótka prezentacja ćwiczenia przez trenera, potem ćwiczenie wykonuję ja. I tu się zaczęło! 


Ci, którzy ćwiczyli z Ewą wiedzą, jak to jest być na skraju wytrzymałości fizycznej i słyszeć jej głos „Dawaj!”, „Walcz dalej!”. Ci, którzy ćwiczyli, wiedzą też, że pojawiają się wówczas bardzo mordercze myśli. Bardzo.* 

A jak to jest z treningiem Nike na kinekcie?
- On bardzo dużo widzi – powiedziała po tym, jak na telewizorze pojawiła się seria powiadomień „klatka piersiowa w tył”, „ręce do przodu”, a chwilę później trener znów zareagowała na moją kiepską technikę słowami „unieś wyżej kolana”. 
- No właśnie!

Ja naturalnie marudziłam (bo taki trener nie obejrzy się za przechodzącą tuż obok blondyną i nie da chwili odpoczynku, tylko skupia całą uwagę na mnie), ale jeżeli ktoś faktycznie chce popracować nad swoją formą w domowym zaciszu to takie rozwiązanie jest bardzo dobre. Po wpisaniu swoich parametrów tj. płeć, wzrost, waga, wiek, zaznaczeniu, co nas interesuje (czy jest to zgubienie kilogramów, chęć wymodelowania sylwetki, tudzież wzmocnienia mięśni) i wykonaniu różnych ćwiczeń testowych otrzymujemy informację dotyczącą naszego stanu i możliwości, które posiadamy. A także spersonalizowane serie treningowe rozłożone na 4 tygodnie i własnego trenera, który poświęci całą uwagę tylko nam. Dosłownie całą. Miło, prawda? ;>

Czy Wam się spodoba? Nie napiszę, że na pewno, bo to nie post sponsorowany ;) Mnie obie gry przypadły do gustu – MICROSOFT Kinect Sports Ultimate za endorfiny wydzielone w hurtowej ilości oraz mnóstwo radości i śmiechu, a Nike+ Kinect Training za czujne oko, mnóstwo ćwiczeń i spersonalizowany plan treningowy, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, iż to raczej nie dla mnie (za dużo skutków ubocznych typu zgrzytanie zębami, zianie ogniem i permanentny wkurw). I nie napiszę, że Wam się spodoba, ale polecić oraz zachęcić do spróbowania mogę. I to niniejszym czynię ;) 


*A tym, którzy nie wiedzą to polecam świetny wpis Helen, który najlepiej oddaje to, co mam właśnie na myśli.

19 komentarzy:

  1. Kurcze, brzmi zachęcająco, naprawdę. Ale nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby mnie do takich rzeczy zmusić. Bardziej, dużo bardziej, utożsamiam się z opcją 'na Garfielda' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcja "na Garfielda" jest wielce ok, rozumiem Ciebie doskonale :) Może kiedyś zobaczysz, jak fajna to zabawa i wtedy nie trzeba będzie Ciebie zmuszać, kto wie :) Pozdrowionka!

      Usuń
  2. O ta pierwsza opcja mi się podoba! Zwłaszcza, że grając w wirtualne kręgle trudniej zrobić sobie krzywdę. Raz włożyłam łapę do tej maszyny wyrzucającej kule i skończyło się na tym, że pan z obsługi przynosił mi lód. Okazało się, że można mieć siniaka na całej powierzchni dłoni ;D
    Z Ewką nigdy nie ćwiczyłam, ale kurde, pasuje powziąć jakieś postanowienie noworoczne, żeby było czego nie dotrzymać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie ja się dwa razy zastanowię, nim zdecyduję się na grę w kręgle w rzeczywistości niewirtualnej ;D Ja z Ewką próbowałam ćwiczyć, ale po 5 minutach przypomniałam sobie, iż nie sporządziłam jeszcze testamentu ;) To tak mnie zaabsorbowało, że do ćwiczeń z Ewką nie wróciłam ;>

      Usuń
  3. To nie dla mnie, bo ja babcia jestem specjalnej troski. ;) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zawsze możesz zostać kibicką podczas potencjalnej wirtualnej rozgrywki :) To też ciekawa alternatywa :)

      Usuń
  4. Wiesz, takie porównania są chyba nieuniknione i ja Ci się wcale nie dziwię. Tym bardziej, że "Mamut" był genialny. Chryste, jak ja uwielbiam tę płytę :D I u mnie jest chyba na odwrót - "Drony" przede mną, ale odsłuch Eldo był. No i kurcze no. Jest ok. Mam dwa kawałki, które są faworytami - "Folklor w opuszczonym mieście" i "Kolory jesieni". Tylko jak porównać ten album do wcześniejszego "Chi" albo do jeszcze wcześniejszych "Zapisków...", to za serce aż tak nie chwyta. Niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  5. I tylko coś takiego może mnie zmusić do kupna telewizora! Najbardziej podoba mi się ten trener z Nike...hmmm a nie ma wersji na laptopa?!
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że nie mam pojęcia, dlatego jeśli jesteś zainteresowana to polecam poszperanie na stronie Nike - może akurat coś się trafi :)

      Usuń
  6. Bardzo dobrze to rozumiem. Niestety. Bo szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio coś zrobiło na mnie efekt 'wow'. Chyba 'Nowe rzeczy' Kękę. Ale potem przyszły 'Trzecie rzeczy' i to samo - niby spoko, ale bez porównania do poprzedniego albumu. Brakuje mi czegoś, co by mnie zmiotło totalnie i zostawiło z otwartą z wrażenia paszczą. Ale chyba wymagam zbyt wiele :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nowe rzeczy" są mi nieznane (aczkolwiek wysłuchałam utworów Kękę, które dodałaś na bloga u siebie) mowisz, że dobre i efekt wow jest? Bo jeśli tak to ja chcę i przesłucham :) A L.U.C. znasz? :>

      Usuń
  7. Cracker, bardzo dziękuję za przypomnienie tego wpisu. Sama się roześmiałam na to wspomnienie:)))). Tak było, zaiste!
    Teraz można powiedzieć, jestem już weteranką. Nie zarzuciłam ćwiczeń z nią, bo są wygodne, w sensie nie trzeba się ruszać z domu, wystarczy mały dywanik i poduszka pod tyłek. A efekty np. poświąteczne są.
    Kondycja mi się też piekielnie poprawiła, czuję to na wspinaczkach, chociaż lata lecą. Stosuję też marszobiegi ale musi być dobra pogoda, na mrozie nie potrafię.
    Więc mimo wszystkich obelg, popieram ćwiczenia z Ewą Ch.
    Najlepszego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helen, ten wpis był rewelacyjny ;) Wybacz, bo pewnie Tobie do śmiechu nie było, ale ja, czytając Twoją relację z ćwiczeń, w ciągu kilku minut dostarczyłam sobie dzienną porcję endorfin :)
      Cieszę się, że są efekty, że ćwiczenia sprawiają, że lepiej się czujesz i oby tak dalej ;)

      Usuń
  8. Zawsze to trochę ruchu.
    Nawet, jeśli z...ekranem, zsynchronizowanym z jakąś grą ;)


    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, z tego samego założenia wychodzę :) Dziękuję i nawzajem! :)

      Usuń
  9. oby zapał tylko szybko nie spadł...tak jak z wieloma aktywnościami...;) my od czasu do czasu gramy, mamy kilka płyt, dzieciaki lubią przygody, jak również tańce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej nie zapał, tylko okazjonalne przebłyski aktywności w domu - innej niż sprzątanie i gotowanie :)

      Usuń
  10. brzmi ok, a nawet bardziej, niż ok :) zwłaszcza te zawody sportowe, bo to drugie.... hm... pewnie bym się nie zmobilizowała. coś tam co prawda sobie ćwiczę regularnie w domowym zaciszu. robię jakieś tam absy na brzuch,czy inne, chodzę na basen, no i spaceruję codziennie w tygodniu około 1,5 h, ale do zabrania się za skalpel Ewy nikomu do tej pory nie udało się mnie zmusić :)) wobec tego co do treningu Nike+ także wietrzę niepowodzenie i to pewnie sromotne :)) ale nigdy nie mówię nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Doskonale Ciebie rozumiem :) A z absami na brzuch też się kiedyś zaprzyjaźniłam, ale ze mnie to leń jest i szybko nasza relacja się kończyła ;)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.