Weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz

Życie zaskakuje mnie niczym zima drogowców. Myślałam, że wszystko jest pod kontrolą. Fragment mojej pracy magisterskiej już od jakiegoś czasu  leniwie wypoczywał sobie na pięknym wzgórzu porośniętym roślinnością śródziemnomorską mając za towarzystwo dwa inne foldery, a ja oddawałam się błogiemu wpipetowywaniu do dołków coraz to innych substancji i sekwencjonowaniu genów, które udało mi się otrzymać. Tą idylliczną wręcz atmosferę przerwał e-mail od mojej promotor, która postanowiła, iż warto by było w końcu przypomnieć sobie, jak wyglądam.

Gdy przyszłam do jej gabinetu promotor nie zwlekała z przekazaniem najważniejszych informacji. Będzie sesja rozbierana, ogłosiła.
- Ale nim przejdziemy do rzeczy… O, tu masz rozpiskę.
Zerknęłam, mentalnie złapałam się za głowę, z której niemalże natychmiast wyleciały typowe dla mnie myśli „O.. ojojojoj!!!” i „Oby tylko nie znaleziono narzędzia zbrodni!”.
- Oczywiście, że da się zrobić, Pani Profesor - odrzekłam i poszłam przeżywać.

Na dobry początek czekała mnie hodowla ogórków. Trzytygodniowa. W trakcie oczywiście zmienianie pożywki. A potem powtórzenie wszystkich kroków molekularnych, które robiłam wcześniej, aczkolwiek tym razem miałam wziąć pod lupę większość organów rośliny. Ciekawe, ile tych próbek będzie? Korzeń – jeden, pęd – dwa… i w końcu pręciki – sześć! Dobrze, sześć razy 12 słoiczków… razy dwa, bo co najmniej dwa powtórzenia… O, cholera!
- Hop, hop, Pani Profesor, czy mogę zrobić od razu doktorat???

…kilka dni później

- Słuchaj, tyle powtórzeń i to wszystko jeszcze wyizolować, poprzepisywać, elektroforezy, pcr-y… Wiesz, ile to jest pracy?
- Trzeba było jej zanucić „Grażka, Grażka, nie grzesz, bo do nieba nie pójdziesz” – skomentowała Przyszła Pani Psycholog.
- A ta sesja rozbierania kwiatka, te pręciki i słupki , które muszę zebrać rozłożyły na łopatki…

Zapytać można, dlaczego? Ano dlatego, że tak wygląda budowa kwiatu, na środku słupek, po bokach pręciki, wygląda pięknie na schemacie, prawda?


A tak wyglądają kwiaty w rzeczywistości. I bądź tu mądry, i rozbierz każdy kwiat na  części pierwsze.

Dwa dni później kondolencje i zarazem słowa wsparcia przysłał Syzyf, przedstawiciel Organizacji Praw Człowieka obiecał wstawić się w mojej sprawie, moi rodzice zamówili mszę w mojej intencji, a ja tylko obmyślałam, co tu zrobić, by te pieprzone kwiatki się jednak nie pokazały!

Obmyśliłam więc próbę sabotażu! Rośliny podobno są wrażliwe na muzykę, ba!, muzyka łagodzi obyczaje, więc jeśli będę mówić do nich brzydko „wzionść”, „włanczać” i takie tam w odpowiedni, melodyjny sposób, to może zadziała!

…teraźniejszość

Drogi dzienniczku hodowlany,

metoda na "wzionść" i "włanczać" okazała się zbyt skuteczna. Mija już czwarty tydzień od tragicznej śmierci pierwszej partii hodowlanej ogórków. Druga partia też nie wygląda najlepiej...

***

Tak więc wkraczam w ten nowy etap i badań, i życia. Różnica jest taka, że w tym pierwszym wiem już mniej więcej, co mam robić. W tym drugim obecnie nie wiem, co mniej więcej mam robić, co jest słuszne, a co nie, która droga jest dobra, a która nie. Trochę zdewaluowały mi się te wartości, w które kiedyś wierzyłam, trochę zdewaluowałam się sobie. Tak więc Crackerku i Wy, moi mili, zobaczymy gdzie będę kończąc tego bloga za kilka lat.


13 komentarzy:

  1. A to się porobiło....Ogórkom kazać w zimie rosnąć?
    To ja się nie dziwię, że nie mają na to ochoty ;)
    W dodatku sesja rozbierana zimą? Brrrrrrrr....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna teoria! Ogórki (przynajmniej w chwili wysiania i wzrostu) są w miarę szczęśliwe :) Mają 16 godzin światła, temperaturę powyżej 20 stopni C, więc wcale im się nie dziwię, iż wolą w takich warunkach wyzionąć ducha ;)

      Usuń
  2. dobrze, ze z tymi ogórami już mniej więcej wiesz, jak ogarnąć, bo ja na pewno bym nie pomogła. co prawda, rośliny już chyba odrobinę mnie lubią i postanawiają mi nie więdnąć ot tak bez powodu, ale gdybym zabrała się za rozbieranie ich na części (nawet w teorii), mogłoby to znowu skończyć się ich klątwą. pozostanę więc przy obecnych czynnościach. czyli przemowach, a czasem nawet i głaskaniach :)) przyznaję- brzydko też zdarzało mi się do nich zwracać, ale to mi chyba wybaczyły, bo, odpukać i odpluć, rosną na schwał :)
    co do życia... życie, to zmiana więc zdarzają się dewaluacje. mnie też się pewne rzeczy z czasem zmieniają, na niektóre sprawy inaczej patrzę. dlatego nie lubię mówić "nigdy", bo "nigdy" nigdy nie jest pewne.
    ps. to Cinema City, sala Skody 4DX.
    bamboszki i choinka dziękują za uznanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ostrożna ze słowem "nigdy", życie już mnie tego nauczyło :) Zatem Ciebie rośliny powinny uwielbiać! Głaszczesz, rozmawiasz... a nie dobierasz im się do RNA :P

      Usuń
  3. Nie masz wyjścia musisz zmienić metodę. ;) i ogóreczki będą jak ta lala.
    Pozdrawiam serdecznie. Crackerku. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem wezmę sobie do serca tą radę :) Dziękuję :)

      Usuń
  4. Czyli metoda słuszna, kiedy się chce kogoś załatwić... A ja się już od dawna zastanawiałam, dlaczego od roku jakby mniej rosnę, bardziej przekwitam i ogólnie chylę się ku upadkowi...
    Po prostu telewizji za dużo oglądam, a i w internecie mam kontakt z tym, co nie trzeba.
    Wezmę to sobie do serca.
    Powodzenia na nowym miejscu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helen, właśnie uświadomiłaś mi, dlaczego ostatnimi czasy regularnie tracę masę i chęci różnego rodzaju :3
      I nie dziękuję :)

      Usuń
  5. No proszę, ile to się człowiek rzeczy może nauczyć z czytania bloga.
    I dzięki za nowy adres! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. <3 !!! Nawet nie wiesz, jak mi brakuje atmosfery laboratorium! Wiesz,że obecnie siedzę w księgowości? Dramat dla przyrodnika ;( Życzę Ci samych sukcesów na uczelni i w życiu prywatnym. Pozdro dla Grażki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy wizji pracy w księgowości nawet terenówki, gryzące komary i milion innych owadów brzmią ciekawiej... Dziękuję za życzenia :)

      Usuń
  7. Ha, ha, nic nie zrozumiałam, ale i tak bardzo mi się podoba, jak piszesz. To, jak opowieść detektywistyczna czy coś. Może, jak zajrzę znowu, coś mi się rozjaśni. Rozumiem jednak, że nie jest najlepiej, więc życzę powstań i powodzenia pomimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, gdy przenosząc bloga z jednego miejsca w drugie po prostu kontynuuje, jak gdyby nigdy nic :) Zatem zapraszam do kolejnych, pojawiajacych się tutaj wpisów mojej "powieści detektywistycznej" :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.