Podejrzana, podejrzany?

I stało się. Ponad miesiąc temu do drzwi naszego domu zapukał Pan, który rozpytywał o kota. Koty jak to koty, dbają o pielęgnację własnego ciała, śpią, jedzą i w międzyczasie chodzą własnymi ścieżkami. Pan twierdził, że jego pupil ze swoich kocich obowiązków wywiązywał się perfekcyjnie. Do czasu. A konkretnie do czasu, w którym zaginął. 

Tydzień lub dwa po tym wydarzeniu w naszej skrzynce pocztowej znalazłyśmy kartkę z informacją, że w okolicy masowo giną koty. Podobno już 9 futrzaków nie wróciło do domu po nocnej schadzce z ukochaną, tudzież ukochanym, ewentualnie po wieczornych polowaniach. Z racji skali zaginięć i niewyjaśnionych okoliczności poszczególnych zajść, na kartce zamieszczono nawet informację o odpowiednim paragrafie, pod który podpada potencjalny porywacz kotów. Straszono grzywną, zawiasami, deficytem budżetowym i siedmioma plagami egipskimi.

Rozważałyśmy sytuację biorąc pod uwagę różne warianty wydarzeń: 
a. na naszej ulicy faktycznie grasuje porywacz kotów, który wywozi je za granicę i zmusza do ciężkiej pracy polegającej na poddawaniu się nieustannemu głaskaniu, 
b. na Ziemię dotarł potomek Alfa, 
c. nasz terier o wdzięcznym imieniu Gangrena dba o dobór naturalny poprzez eliminację słabszych osobników, czyli tych, które dadzą się złapać i zjeść.

Szczególnie dużo uwagi poświęciłyśmy ostatniej opcji. Gangrena. Entuzjastka sikania dokładnie na środku podwórka, parkingu, drogi. Z jednej strony posiadaczka dosyć wysublimowanego gustu smakowego, jeżeli chodzi o psią karmę, z drugiej – pies, który potrafi zjeść i strawić piłeczkę tenisową. Czemu więc nie spróbować skonsumować kota? Motyw więc mamy. A jej konserwatywne konotacje oraz dosyć tradycyjny pogląd na rolę psa i kota w społeczeństwie, również nie stawiały jej w najlepszym świetle w obliczu tych wydarzeń…

Postanowiłyśmy się zabezpieczyć na taką ewentualność i zaczęłyśmy myśleć o konsekwencjach. Co się stanie, jeśli Gangrena okaże się winna? Jest już stara, więc nie wyślemy jej teraz do pracy, coby mogła zarobić na grzywnę. Perspektywa więzienia w zawieszeniu i areszt domowy z naszego punktu widzenia również odpadały, bowiem szukanie rozwiązań dla potrzeb fizjologicznych psa i ich realizacja byłoby zbyt czasochłonna. W końcu nie bez powodu w najbliższym kręgu zainteresowanych funkcjonuje powiedzenie „sikałam jak Gangrena”, czyli długo i dużo.

Postanowiłyśmy więc się wyprowadzić, póki jeszcze znaleziono żadnych dowodów zbrodni w postaci kocich szczątków oraz gangrenowych odcisków łap i sierści. Z racji tego, iż dysponowałam w ówczesnym czasie większą ilością czasu, spakowałam rzeczy zarówno swoje, D. i psów. Widząc, jak w zastraszającym tempie mnożą się torby i worki z rzeczami oraz ubraniami, mając na uwadze, iż D. będzie mieć problem ze zlokalizowaniem poszczególnych części garderoby, zdecydowałam się na prosty zabieg. Na większości worków z jej ubraniami nakleiłam karteczkę z informacją o zawartości. I tak D. miała worki z dosyć jednoznacznym napisami: „Bluzy”, „Koszule”, jak również nieco enigmatycznymi: „Skarpetki, bielizna + „Ja w tym nie chodzę.””.  

Gangrena, zdjęcie okolicznościowe
Gdy byłyśmy już spakowane, musiałyśmy jeszcze przyjąć odpowiednią strategię – wiedziałyśmy, że jeśli teraz się wyprowadzimy, podejrzenia padną od razu na nas i Gangrenę. I tu w sukurs przyszły nasze torby i worki! Wielokrotnie pokonując trasę dom-samochód oraz samochód-mieszkanie, obładowane rzeczami, bardziej przypominałyśmy uchodźców z Syrii, niż kobiety, które być może zostaną oskarżone o współudział!

W późnych godzinach wieczornych przyjechałyśmy po psy. Podział obowiązków był następujący: ja rozglądałam się na prawo i lewo wypatrując czegoś podejrzanego oraz instruowałam psy, jak mają się zachować („Gangrena, nie szczekaj, bo Ci łeb ukręcę!”), a D., niczym wysoce wykwalifikowany kierowca BOR, eskortowała psy na trasie dom-mieszkanie i sprawdzała, czy nikt nas nie śledzi.

Dziś po tym wydarzeniu muszę przyznać, iż ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości wymaga wielkiego zaangażowania oraz stalowych nerwów,  którymi obie się wykazałyśmy. Warto też wspomnieć o naszym profesjonalizmie, ponieważ podczas ucieczki nie ucierpiało żadne zwierzę.

24 komentarze:

  1. Ale historia! Cieszę się, że uszliście wszyscy z kłopotów suchą stopą ;-) A swoją drogą, fajowe imię ma Wasz pies, taka słodka mordka, nikt by nie pomyślał, że może się tak nazywać :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodka mordka, owszem, ale charakterek ma ;) I to jaki!

      Usuń
  2. Cieszę się, że ucieczka się udała. :D .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na sytuację z perspektywy czasu podejrzewam, iż to mógł być sabotaż, cobyśmy - zamiast wypuszczać te dwa szkodniki na ogród - częściej wychodziły z nimi na spacery ;>

      Usuń
  3. Genialne imię dla psa :D Gangrena! Do nogi! :D
    A zniknięcia kotów mogą mieć jakiś związek z miesiącem, który się niedawno zaczął... Tak przypuszczam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, zawsze lepsze "Gangrena! Do nogi!" niż "Cholera/Franca! Do nogi!" Wierz mi, z jej charakterem możliwości były ograniczone ;D

      Usuń
    2. Mój sąsiad ma kota o imieniu Zaraza. Wzięło się to ze spontanicznego okrzyku: "Idź zarazo!" :D I tak się przyjęło. Teraz już nikogo nie dziwi to, że "Zaraza siedzi pod domem" ;)

      Usuń
    3. O, właśnie mi przypomniałaś! Miałam kiedyś niecny plan, że swojego psa nazwę Bacillus ;)Ania, kiedy powracasz do pisania? ;>

      Usuń
    4. Nie wiem :) Już ze sto razy próbowałam wrócić. To jest tak, że jak się ma o czym pisać, to nie ma kiedy, a jak jest kiedy, to nie ma o czym. Ale pewnie wrócę, niech no tylko skończę staż na zadupiu i zajmę się czymś ciekawszym niż księgowość :D

      Usuń
    5. Podobno trzeba szukać pozytywnych aspektów, jeśli praca jest ch... nieodpowiednia dla nas ;) Zatem czekam na powrót i może jakąś relację ze stażu? :)

      Usuń
  4. Ja w tym nie chodzę-Od czwartku nie śpię,bo prócz trzymania szafy,myślę nad tym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może więc czas na wiosenne wietrzenie szafy? :>

      Usuń
  5. No nieźle, historia niczym z powieści sensacyjnych. A Gangrena w ogóle nie wygląda gangreniasto :D

    Co do płyty Iksów - z czystym sercem mogę powiedzieć, że sprostała oczekiwaniom :) Nareszcie, aż odetchnęłam z ulgą. Uwielbiam ich wszystkie albumy i gdyby ten okazał się pomyłką, to me serce by krwawiło.

    Oprócz tego, muszę przyznać, że zachęciłaś mnie do LP :) Jakoś samo "Lost on You" nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia, więc nie odczuwałam potrzeby, że poznać coś więcej.

    A jeśli chodzi o "Tramwaje i gwiazdy" to... Słucham nieprzerwanie od premiery :D Nieźle trafiłaś. Na pewno zagości też w przyszłości na blogu, bo zrobiło ogromne wrażenie. Duet pierwsza klasa.

    No to pozdro ziomek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wygląda gangreniasto, owszem, ale ubytki w wyglądzie nadrabia osobowością ;>
      I cieszę się, że poświęciłaś czas na moje rekomendacje, które Ciebie nie rozczarowały :) Duet fenomenalny, póki co Pani Kasia jest dobrze "wykorzystywana" przez raperów :)

      Usuń
    2. Dobrze zdecydowanie :) A co do rekomendacji... Dla sprostowania, chodziło mi bardziej o to, że słucham nieprzerwanie a zaczęłam zanim jeszcze Ty napisałaś cokolwiek, więc się nieźle zgrałyśmy. Natomiast za Twoją namową sprawdziłam LP i rzeczywiście - również bardzo dobra płyta :) Dzięki!

      Usuń
  6. Ja też myślę, że Gangrena wygląda całkiem milusio i żadnego kota nie byłaby w stanie posiąść (gardłowo) ;)
    Chociaż...mój pies Heros (czyli Bohater), wcale bohaterem nie jest - szczeka profilaktycznie i na odstraszenie, cykor jeden. Jednak robi to wrażenie na ludziach - omijają nas szerokim łukiem. Może Gangrena faktycznie ma coś z gangreny? ;) Ale o tym może powiedzieć tylko jej właścicielka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duży piesek potrafi zastąpić w stu procentach ochronę BOR i Secret Service razem wziętych ;) Nasz drugi pies swoją posturą sprawił, że ostatnio jakaś Pani nie chciała jechać z nami windą ;)

      Usuń
  7. No nieźle. Z taką sytuacją, że giną koty to się jeszcze nie spotkałam :) ale myślę, że Was i tak by nikt nie podejrzewał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycja, jasne, że by nas nikt nie podejrzewał ;) Toż to przecież historia z życia wzięta, odpowiednio ubarwiona i posypana humorem (tak zamiast czekolady, o!), którą należy traktować z przymrużeniem oka i dystansem ;)

      Usuń
  8. Interesuje mnie jeszcze finał kociej zagadki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z racji zmiany miejsca zamieszkania finał jest niczym w dobrych amerykańskich filmach, gdzie trzeba samemu sobie dopowiedzieć zakończenie ;)

      Usuń
  9. Właśnie wczoraj sąsiadka zameldowała, że ktoś podrzuca trutki na trawniku, bo padły już dwa psy.
    Ale psy są żarłoczne i łatwo im coś podsunąć. Kot byle czego nie bierze, zwłaszcza 9 kotów.
    Faktycznie zagadka. Mój kot też zaginął na dobre, ale był już starszawy i coś go pewnie dopadło nad Wisłą. Nigdy go nie znaleźliśmy.
    Ale żeby 9???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okejjj, właśnie uświadomiłaś mi, że przez ludzką złośliwość, nienawiść, głupotę (niepotrzebnie skreślić) muszę większą uwagę przywiązywać do tych dwóch szkodników; wszak nigdy nie wiem, czy jakiemuś człowieczkowi coś takiego nie przyszło do głowy.

      Usuń
  10. Yhhh, odczuwam potrzebę udzielenia dodatkowych wyjaśnień, o których Cracker może nie wiedzieć. Otóż - mój pies o wdzięcznym imieniu Gangrena to zło wcielone. Wprawdzie teraz jest już stara i leniwa, ale za młodu posądzałam ją o to, że to omen w psiej postaci. Zło, samo zło. Żeby było zabawniej, w momencie, gdy ją nabywałam, wybrałam sobie najspokojniejszego w miocie szczeniaka. I ów spokój momentalnie jej przeszedł, gdy nadałam jej imię "Safona" (w skrócie Safka). I tak wywróciła moje życie do góry nogami, siejąc postrach w okolicy, próbując pożreć wszystko co małe i futrzaste (nie musi być kot, może być królik, york czy inne shitzu-ważne, żeby było małe i futrzaste). Pożerała też wszystko, co miałam w domu - robiła biustonosze bez ramiączek, skarpetki bez palców, potrafiła zrobić dywan z gąbki do naczyń i nasikać w 5 sekund do butów, które przed chwilą wyciągnęłam z szafki (koniecznie do nowych, używane nie były w zakresie jej zainteresowań). Została więc Gangreną, ponieważ nazywanie jej Cholerą uznałam za niestosowne ;) No i do kompletu zżarła kota mojej rodzicielki. Zatem tak - Gangrena mogła być odpowiedzialna z masowe znikanie kotów, które w naszym ogródku zechciały zrobić sobie postój czy cokolwiek. Ot, samo zło. Tak to jest, gdy wychowując psa, stawia się na jego charakter ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.