Atak z trzech frontów

Przyszedł Nowy Rok, za nim przyszedł styczeń i kac. I choć kac sobie poszedł to styczeń pozostał i miał się w najlepsze. Na samym początku na froncie pojawiły się Panie z Dziekanatu.

1,5 roku wcześniej…

- Idź, to jest ważne wydarzenie w Twoim życiu – rzekła mi. Zakończyłyśmy rozmowę, nacisnęłam czerwoną słuchawkę w telefonie i zaczęłam analizować sytuację. Mam kolokwium w poniedziałek, obecnie jest zimno, jest nieładna pogoda, nie mam ochoty zakładać galowego stroju i tracić swojego cennego czasu na słuchanie przemówienia (pierdolenia? nie pamiętam, co dokładnie wtedy myślałam) pana Dziekana i odbieranie z jego rąk dyplomu.
- Nie, nie idę. To wcale nie jest ważne wydarzenie w moim życiu – powiedziałam i wróciłam do nauki. Bo w życiu trzeba mieć priorytety, prawda?

Tak więc dyplom trafił do jednej z teczek dziekanatu. Umieszczono go w szafie za panią K., która w ówczesnym czasie rozpoczynała tam pracę i już wykazywała bardzo dobre cechy, które w przyszłości pozwolą jej zostać świetną Panią z Dziekanatu. Owe predyspozycje wyrażały się głównie przez zwrot „Wy się mnie o to nie pytajcie, ja tego nie wiem”. Prawda, że miała kobieta potencjał? Minął więc rok, potem jeszcze pół w spokoju; monotonię tą czasem przerywały moje myśli o tym, iż warto byłoby w końcu ten dyplom odebrać, ale szybko ginęły one w gąszczu innych obowiązków lub ich braku. Niemniej jednak ostatnio przeżyłam głębokie zaskoczenie, kiedy sprawdziłam swojego uniwersyteckiego e-maila.

Nigdy o tym nie pisałam, ale po tym, jak wprowadzono na naszej uczelni USOS, okazało się, iż była to tylko gra wstępna. Bowiem czekała nas prawdziwa rewolucja, po której każdy z nas otrzymał swój uniwersytecki mejl. Prawdopodobnie po to, by uniwerkowi dodać trochę prestiżu, a paniom z dziekanatu kolejne narzędzie do ziania ogniem na odległość. E-ogniem.

Tak więc za pomocą e-ognia zostałam poinformowana, iż jeśli wkrótce nie odbiorę swojego dyplomu to zostanie on zarchiwizowany.… Cholera, niech zostanie! Przynajmniej będę wiedzieć, gdzie go szukać ;>

Po udaremnionym ataku Pani z Dziekanatu przyszedł czas na zawirowania na kolejnym froncie. Przez ponad tydzień byłam siedmiokrotnie bombardowana zaliczeniami z przeróżnych przedmiotów. Takich, które były ciekawe, takich, na które chodziłam z różną częstotliwością, jak również takich, do których miałam stosunek analny – bo owszem, ja rozumiem, że holizm jest ważny, ale jakim argumentem posłużyć się, by przekonać biologa, że poglądy Poppera dotyczące definicji nauki mu się do czegokolwiek przydadzą?

Przeżyłam. Potem przyszła kolej na kolejny front, cobym się czasem nie zanudziła. Trochę zaniedbałam te swoje ogórasy, bo zaliczenia, bo zaliczenia, bo zaliczenia, więc i z chcenia, i z musu zaczęłam poświęcać im więcej uwagi, coby pozyskać materiał genetyczny z tkanki roślinnej do badań. 

Nie spodziewałam się, że już wkrótce pojawi się tu ujęta w wulgarne słowa apoteoza prokreacji, bo jak tu nie rzucić soczyście „nosz k.., ja p…”, kiedy miało wychodzić, a nie wychodzi. Pani Profesor osobiście pochyliła się nade mną, a jako że z tego pochylenia nic nie wyniknęło to zadzwoniła do nadzorującej mnie pani Doktor. Koncepcji było mnóstwo: „Proszę mocniej i dłużej ucierać.”, „Czegoś Pani nie dodała.”, „Proszę dodać więcej izopropanolu” i tak dalej, i tak dalej. 

Takie o, podczas mikroskopowania.
Pracownicy Zakładu również snuli domysły i doradzali: „Proszę dwa razy zwirować” i „A niech Pani doda więcej etanolu”, ale jak nie wychodziło, tak nie wychodziło. Więc w końcu po milionie rzuconych w przestrzeń kurew, tysiącu licznych apoteoz prokreacji i jednej uronionej łzie, miałam zabookowany termin izolacji RNA z doktorantką. Więc ucierałyśmy razem, dodawałyśmy więcej chloroformów i etanoli… Po dwóch dniach wspólnej pracy nie tylko ja rozłożyłam ręce w geście bezradności.

Nowa partia ogórków na kolejny raz zmienionej pożywce rośnie sobie w najlepsze, magisterka leniwie przysypia na pulpicie, a tymczasem powoli zaczyna ciągnąć wilka do lasu, pytanie, kiedy wyciągnie?



20 komentarzy:

  1. Jednym słowem....dzieje się;)
    jakby to powiedziała moja znajoma... no życie q... życie ;)
    pozdrawiam serdecznie!

    mycoffeetime.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, faktycznie dzieje się, bo to nie wszystko ;> Wydarzeń do kolejnego wpisu również nie brakuje :)

      Usuń
  2. ja uwielbiam jak ciągle się coś dzieje w życiu! :) wtedy można poczuć, że się żyje :)

    codziennyuzytek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, choć popadam w monotonię pod względem studiów i magisterki, niestety.

      Usuń
  3. ale się dzieje :)
    ja bym pewnie zaraz po ten dyplom leciała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ten związany z licencjatem średnio mi się przyda w obliczu oczekiwania na koniec studiów i magistra, którego mam nadzieję uzyskać :)

      Usuń
  4. Nie gadaj,że mi zjadło poprzedni komentarz...lepiej,żeby się znalazł :) . Tak się starałem....Trudno.See you next...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli zjadło to za karę, a cierp za wcześniejszą nieobecność ;> Miło, że wróciłeś :)

      Usuń
  5. Właśnie nie kumam, dlaczego ten dyplom może zostać zarchiwizowany.
    Żeby tylko nie został...utylizowany ;)
    Lepiej go zabierz póki czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie lepiej, że zarchiwizowany, aniżeli to drugie ;) Kiedyś będę musiała... w sumie akurat legitymację muszę podbić, więc będzie po drodze :)

      Usuń
  6. haha :) no to niezle...dyplom tak cenny, że aż nie chce się go odebrać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mydlmy sobie oczu, że teraz na uczelnie przyjmują wszystkich, którzy spełniają pewne wymogi, nawet przy progu ustawionym bardzo nisko. W przypadku niektórych uczelni też wypuszczają wszystkich z tytułem; dobrze jest mieć wyższe wykształcenie, ale tytuł magistra znaczy mniej niż w czasach, kiedy trudniej było do zdobyć ;)

      Usuń
  7. Lepszy wróbel w garści... A skąd wiesz, że nie wybuchnie trzecia światowa i reszty dyplomów nie zużyje się na zaciemnianie okien?
    You never know... Lepiej odbierz. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawy argument. Ja mam tyle notatek, że dyplomu do zaciemniania okien na pewno bym nie użyła. Co innego np. z takimi schematami budowy kręgów kręgosłupa :>

      Usuń
  8. Cracker, to kolejny argument za tym, żebyś nie robiła doktoratu. Mnie sterroryzowali, że albo obecność na uroczystości w stroju Harry`ego Pottera albo spadaj pan. Ta uroczystość to jedna z większych traum w moim życiu, dwugodzinnych traum, dodajmy uczciwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie strój Harry'ego Pottera jest dla mnie ok, brakuje tylko różdżki ;) I zabawnie wyglądało to w mojej głowie, kiedy wyobraziłam sobie Ciebie komunikującą jakiejś osobie, iż poprosisz o dyplom, za uroczystość ładnie podziękujesz ;)
      PS. Twoja strona uznała mnie ostatnio za spam ;< Na domiar złego nadal uparcie trwa przy swoim ;3

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Et tu Brute? Drogie Panie, mobilizujecie! ;)

      Usuń
  10. Czyli jednak człowiek wciąż staje bezsilny w zderzeniu z biologią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. Dobrze chociaż, że to materiał okazał się zły, a nie moje nabyte umiejętności i turbodebilizm :3

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.