"Wczoraj się dowiedziałem, że duszą i ciałem…”

Przychodzi taki czas w życiu człowieka, że pod wpływem doświadczeń i wewnętrznego głosu dochodzi on do wniosku, iż odkrył coś ważnego o sobie. Zaś poczucie szczerości względem siebie i innych sprawia, że postanawia w pewnym momencie radośnie ogłosić „Mamo, tato, mam dziewczynę.” Problem pojawia się wtedy, kiedy rodzice reagują „Córko, to bardzo źle.”.

Jak piszę o sobie na blogu, w swoim życiu popełniłam kilka gaf, jeszcze więcej błędów i coming out. Jednakże właśnie to ostatnie było najciekawszym (acz niekoniecznie najprzyjemniejszym) wydarzeniem pod względem reakcji mojej rodziny. Przeszłam przez wiele etapów reakcji na ten stan rzeczy – począwszy od strachu i bezsilności, przez frustrację spowodowaną brakiem konstruktywnej rozmowy, kończąc na permanentnym wkurwie i kompletnym braku zaufania do najbliższych pod względem pokrewieństwa. Tak więc dziś, coby dać wyraz wyżej wymienionym, postanowiłam znów popełnić blogowy ekshibicjonizm. Jeżeli jesteście ciekawi, jak może zmienić się postrzeganie osoby, która oświadcza, że preferuje osoby tej samej płci to zapraszam do przeczytania. Zastanowienie się nad odczuciami tak traktowanej osoby powinno przyjść naturalnie podczas czytania.

Punkt pierwszy, czyli wizja przyszłości

Niegdyś, w czasach, kiedy „byłam hetero” spotykałam się ze twierdzeniem „Idź na ten doktorat. Z Twoimi ocenami i działalnością na pewno się dostaniesz”. Z kolei od kiedy „jestem homo” pojawiają się głosy „A czy Ty masz jakiekolwiek szanse, by dostać się na ten doktorat?”. Sprawdziłam w zasadach rekrutacji. Za bycie nieheteronormatywnym człowiekiem nie odejmują punktów. 

Kolejna kwestia związana z tym punktem tyczy się potencjalnej pracy. Z racji tego, iż wybrałam kierunek ze specjalnością nauczycielską to naturalnie brałam pod uwagę, że kiedyś trafię znów do szkoły, aczkolwiek w innej roli. Z chirurgiczną precyzją dopieszczałam moje CV poprzez udział w różnych akcjach i wydarzeniach popularyzujących naukę, a ono rosło, rosło i rosło… Za to ostatnimi czasy moja rodzina przyjęła stanowisko, iż nie dostanę pracy nigdzie. Próbowałam dojść w dyskusji, skąd taka zmiana poglądów. Niestety nie udało mi się nic ustalić, oprócz tego, iż najbliżsi krewni chyba podejrzewają, że na rozmowy kwalifikacyjne będę zakładać koszulkę z napisem „Nobody knows I’m a lesbian” i przyoblekę się w tęczową flagę. 

Punkt drugi, czyli kultura wypowiedzi

O ile za czasów mnie w wersji hetero zdarzały się epizody, podczas których rodzina posługiwała się niewybrednym słownictwem względem mnie, tak w przypadku okresu pocoming outowego zachowują się tak, jakby otrzymali moralne prawo (zapewne boskie!) do:

a. obrażania mnie i mojej drugiej lepszej połowy w każdy możliwy sposób i szykanowania. 
b. szantażu psychologicznego i emocjonalnego
c. szantażu finansowego
d. deprecjonowania moich osiągnięć

Na początku zaczynało się delikatnie – Ty postępujesz źle, taka relacja jest czymś złym, by w końcu dojść do punktu, w którym okazywałam się „chuja warta”. Problem polegał jednak na tym, że byłam wciąż taką samą osobą, jak kiedyś. Może w tamtym czasie bardziej zlęknioną, ale nadal uczyłam się dobrze i bardzo dobrze, w zależności od przedmiotu, działałam w kole i na Uczelni, miałam swoje zainteresowania i pasje. Zmieniło się tylko to, że byłam w związku z kobietą. Ale to był wystarczający powód do tego, by regularnie obrzucać mnie milionem epitetów. 

Bycie osobą homoseksualną spowodowało również, że ja okazywałam się winna cierpień rodziny, które muszą z mojego powodu ponosić. Co ma powiedzieć moja matka o mnie? Że jestem „lesbiją”? Żyję „z babą”? Kiedyś mówiła o tym, że realizuję się na studiach. Bycie homo spowodowało, że to wszystko zostało wykreślone z mojego życia? Tabula rasa? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, za to zostałam dokładnie poinformowana, że byłam odpowiedzialna za wylane nad moim losem łzy, nieprzespane noce oraz różne objawy somatyczne To wszystko zostało  spowodowane moim „pedalstwem”. Rozmawiałam o tym wielokrotnie z nimi. Mówiłam, że D. mnie uszczęśliwia, że jest bardzo mądrą, inteligentną, wartościową osobą o dobrym sercu. Więc nie nad moim losem powinni płakać, tylko nad tym, jak oni mnie traktują, jak mnie poniżają i jak ja się z tym czuję.

Doszło do tego, że bałam się dzwonić do nich. Lecz to pół biedy. Bałam się jechać do domu, bo biorąc pod uwagę słowa, jakie padały w rozmowach telefonicznych i jak mnie załamywały, byłam przerażona, co mogą mi zrobić w trakcie dwóch dni. A gdy już zdecydowałam się, że pojadę do domu, bo w pracy będę mieć akurat wolne, to przez trzy tygodnie byłam nie do wytrzymania. Nie wiedziałam, jak radzić sobie z tym lękiem, który się kumulował, to też rzutowało negatywnie na moje relacje z innymi. Zastanawiałam się, jak to będzie tym razem. Znowu dzień poudają, że nic się nie stało, będą miłe słowa, dopytywanie, jak tam, połączone ze starannym unikaniem tematu, aż w końcu nastąpi erupcja. Będą łzy, oszczerstwa, wyzywanie, krzyk, prośby, żebym znalazła sobie chłopaka i ułożyła sobie życie. Będą moje argumenty, że z nią jestem szczęśliwa i że żaden facet nie da mi tego, czego potrzebuję. To może dać mi tylko kobieta. Zacznie się powoływanie na fragmenty z Biblii, że homoseksualizm to coś ohydnego, złego, zdrożnego, bo mojej matki nie stać na sięgnięcie do tej świętej księgi i doczytanie, że to akt homoseksualny jest zły. Ja pociągnę znów temat, zapytam, dlaczego jest jedną z tych, którzy rzucają kamieniami. Nie doczekam się odpowiedzi, za to dowiem się, że jestem kurwą. Ale najgorsze z tego wszystkiego nie były chyba same wyzwiska, brak akceptacji, brak wsparcia, brak jakiegokolwiek zrozumienia, brak dbania o moje szczęście, stawianie na piedestale szczęścia mojej matki i jej wizji mojego życia. Zawsze najgorsze z tego wszystkiego było to oczekiwanie, kiedy w końcu skończą sie godziny sielanki i to wszystko o czym napisałam w zdaniu powyżej się zacznie. 

Nie jeździłam często do domu. Za bardzo bałam się konfrontacji i swojej słabości emocjonalnej oraz psychologicznej podczas niej. To, co działo się przez telefon, wystarczająco mnie wykańczało. Mówiłam o tym, mówiłam, że się boję, że nie chcę jechać do domu, bo tam nie mam poczucia bezpieczeństwa. Ze przyjadę, jak będę silniejsza, bo teraz nie jestem w stanie udźwignąć tego, co będzie się działo w konfrontacji na żywo.

Z racji tego, iż moja szanowna matka oraz chrzestna są osobami bardzo wierzącymi to naturalnie dopytałam, gdzie jest ta miłość do bliźniego w ich zachowaniu. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi. Podobnie jak przy pytaniu, które wersy biblijne upoważniają je do w/w zachowań w stosunku do innego człowieka. 

Muszę przyznać, że takie rozmowy bardzo rozszerzyły mój światopogląd. Dowiedziałam się na przykład, jak to jest z tym grzechem u katolików:
- Obrażasz mnie, rzucasz kurwami w moją stronę, szantażujesz i Ty naprawdę myślisz, że tak robią katolicy?!
- No ale ja przecież mam później wyrzuty sumienia i idę do spowiedzi.
Przyznam szczerze – zatkało mnie, jakie to wszystko proste w tym katolickim świecie.

Punkt trzeci, czyli rodzina wszystko wie najlepiej

Jeżeli zapytacie członków mojej rodziny o to, jakie kryteria powinna spełniać moja druga połowa to chórem odrzekną, iż powinna mieć penisa. To chyba kryterium najważniejsze, bo moja rodzicielka proponowała mi nawet „wyprostowanego Ukraińca”, co jest wielkim poświęceniem, jeśli chodzi o jej standardy („Ukraińcy to przecież taki mściwy naród”).  Nieistotne jest też, czy mój niedoszły wybranek będzie miał poukładane w głowie („brutal, nie brutal, ważne, że facet”). 

Nasza przyszłość będzie wyglądać kolorowo. Moja rodzicielka zna mnie doskonale i naturalnie wie, że w moim przypadku pieniądze są najtrafniejszym argumentem. Dlatego też otrzymałam nawet propozycję życia z jakimś „brutalem, nie brutalem” oraz kupna mieszkania dla nas we Wrocławiu. 

Propozycja była na tyle kusząca, że razem z D. rozważałyśmy kilka kandydatur. I o ile powrót do domu z przyjacielem (gejem) i ogłoszenie „Mamo, tato! Oto mój nowy chłopak!” wydawało się zabawną opcją, tak stwierdzenie D., iż biorąc pod uwagę szczegółową charakterystykę mojej matki, powinnam przyjechać z księdzem, spowodowało, że natychmiast zamknęłam temat. 

D. również została wzięta pod lupę. Słuchałam tego i słuchałam, i coraz bardziej waliłam łbem z bezsilności w niewidzialną ścianę. Bo jak można oceniać człowieka w ogóle go nie znając? Dla mojej rodziny to nie stanowiło problemu. Więc żeby skrócić potencjalny elaborat – weźcie pod uwagę losowo wybrane negatywne cechy człowieka… albo najlepiej wszystkie, bo w ciągu roku moja rodzina płynnie rozwijała się na tym polu – właśnie takimi cechami została obdarowana moja D. Boże drogi, jeśliś jest! Nie sądziłam nigdy, że członkowie mojej rodziny mogą tak bardzo nienawidzić. Świątobliwi i bogobojni katolicy, kurwa! 

Za to ostatnimi czasy po raz wtóry dowiedziałam się, iż jestem głupia, a D. wykorzystuje mnie seksualnie. Cóż, jestem na takim etapie tej wojny, że odpowiedziałam:
- Nie, nie wykorzystuje, ale wierz mi, że jeśli będzie chciała to nie zaoponuję. 

*

Jest noc. Godzina 1. Siedzę przed laptopem, lecz rytuał uległ zmianie. Nie mam otwartego piwa, nie otwieram drzwi na balkon i nie wychodzę na fajkę, coby zimne powietrze otrzeźwiło mi umysł i pozwoliło zebrać najważniejsze myśli. Z tamtego rytuału pozostało jeszcze ocieranie łez podczas pisania niektórych fragmentów. Jest noc. Nocą dobrze wychodzi mi uzewnętrznianie się. Bo w ciągu roku przechodziłam przez różne etapy odnajdywania się w tym wszystkim. Byłam workiem do bicia, załamywałam się, zjadały mnie wyrzuty sumienia, bo jeżeli chodzi o wyrachowany szantaż to moja rodzina wyśrubowała wysoki poziom. Potem uczyłam się bronić siebie i tego, na czym mi zależy. Aż w końcu przyszedł taki moment, w którym opadły mi ręce z bezsilności, a w głowie kołatała tylko jedna myśl „Pierdolę to wszystko, mam dość. Tych ludzi, z którymi łączą mnie więzy krwi.”.

I teraz dążę do tego, że może kiedyś wy znajdziecie się w takiej sytuacji, iż wasze dziecko przyjdzie do domu i oświadczy „Mamo, tato, jestem lesbijką/gejem”. Nie akceptujcie, jeśli nie chcecie. To wasz wybór. Waszym wyborem jest również to, co będzie dla was ważniejsze – opinia społeczna, motywy religijne, tradycyjne podejście do rodziny, którą tworzą kobieta i mężczyzna i inne czy dziecko, homoseksualne, biseksualne, ale nadal wasze dziecko. Jest ono takie, jak wcześniej, nim dowiedzieliście się o odmiennej orientacji seksualnej. Ma zainteresowania, pasje, uczucia i potrzeby. Może tylko z tą różnicą, że często w takiej sytuacji oczekuje ono waszego wsparcia. 

Nie akceptujcie, jeśli nie chcecie. Macie wybór – o tym, każdy z was wie. Ale miejcie przy okazji świadomość, że jesteście takimi osobami, na których akceptacji waszemu dziecku najbardziej zależy. Zapewne wasze dziecko zdążyło poznać się na regułach gry w tym świecie, zdaje sobie sprawę z tego, iż homoseksualiści nie mają lekko. Być może już na własnej skórze tego doświadczyło. Tyle że inaczej boli, jeżeli wasze dziecko zostanie odrzucone przez jednostki w społeczeństwie, a inaczej – jeżeli zostanie odrzucone przez was. To boli najbardziej.

I… osobiście radzę, nie spierdolcie tego. Relacji z waszym dzieckiem. No chyba, że obawa przed plotkami sąsiadek z dołu i lęk przed wiecznym potępieniem dla matki, która wydała na świat małego homoseksualistę są ważniejsze.

29 komentarzy:

  1. Witaj Crackerku! Bardzo to wszystko przykre. Czytałam i było mi coraz bardziej smutno, że właśnie najbliżsi, którzy powinni powinni być największym wsparciem, najbardziej krzywdzą. Wiesz Crackerku ja ciągle zadaję sobie to pytanie, dlaczego tak jest? Tego nigdy nie zrozumiem. Dla mnie nie ważne jest jaką wyznajesz religię, jaki masz kolor skóry i tak jak w tym tekście, jaką masz orientację seksualną, ważne jakim jesteś człowiekiem.
    Uściski Crackerku. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi scenę z filmu "My name is Khan". Mama narysowała swojemu synowi dwa rysunki - "Tu jesteś ty i chłopiec, który Ciebie bije", "Zły chłopiec, nie wolno bić" - odpowiedział jej syn. - A tu jesteś Ty i chłopiec, który daje Ci lizaka - opowiada scenkę zawartą na drugim rysunku. Jej syn komentuje - "Dobry chłopiec". I na koniec mama zadaje pytanie - "Który z nich jest Hindusem, a który z nich jest Muzłumaninem?". Jej syn odpowiada, iż nie wie, bo chłopcy są do siebie podobni. Całą rozmowę kończy puenta, że na świecie są dwa rodzaje ludzi - dobrzy, spełniający dobre uczyniki i źli, czyniący źle, innej różnicy nie ma.". I to chyba najlepsze podsumowanie, jeśli chodzi o wyznacznik, czy ktoś jest dobry czy zły.

      Usuń
  2. Kurde, siedzę i nie wiem co napisać, tak się zdenerwowałam. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy odtrącają własne dzieci z takiego powodu. Nigdy nie zrozumiem "katolików", którzy pałają nienawiścią do wszystkich, którzy ośmielą się mieć choć odrobinę odmienne poglądy, czy styl życia. A Ciebie naprawdę podziwiam za odwagę i wiem, że jeszcze im wszystkim pokażesz ile jesteś warta.
    A mamie zacytuj Papieża Franciszka:
    "Prowokująco ktoś mnie zapytał, czy akceptuję homoseksualizm. Odpowiedziałem pytaniem, czy Bóg, patrząc na geja lub lesbijkę, akceptuje ich z miłością, czy odrzuca i potępia?"
    Trzymajcie się ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacytuję, Ania i dziękuję za słowa wsparcia. A tacy katolicy są bardzo ciekawą grupą społeczną i... czasami wyobrażam sobie, jak będą się czuć, gdy po śmierci staną przed św. Piotrem oczekując wejścia do Królestwa Niebieskiego, a ten powie "W tył zwrot.".

      Usuń
  3. bardzo przejmujące i bardzo osobiste...szkoda, że od rodziny zamiast zrozumienia doświadczamy takich emocji i zachowań...nie wiem czy to z lęku, źle pojętej troski? Pewnie wszystkiego po trochu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślę, że i jedno, i drugie ogrywa tu rolę. Jest też inna kwestia; trochę się naczytałam, jak wyglądały przejścia dzieci o innej orientacji seksualnej niż heteroseksualna z rodzicami. I jest grupa matek, ojców, która jest zszokowana, zbulwersowana, ale potem przychodzi u nich taka chwila autorefleksji i chęci dowiedzenia się czegoś więcej na temat owej odmiennej orientacji dziecka. Że to nie choroba, że to nie opętanie przez szatana. Szkoda tylko, że ta grupa rodziców nie jest zbyt duża.

      Usuń
    2. sama jestem rodzicem i doskonale rozumiem emocje rodziców, którzy chcą jak najlepiej dla dziecka. wiem też jak wiele można popełnić błędów i jak cholernie trudne to zadanie..

      Usuń
  4. Ech, nie wiem co powoduje, że bliscy wykazują taką nietolerancję dla orientacji seksualnej dziecka, tym bardziej, że wszyscy chyba wiedzą, że tego nie da się ustawić - weź ty wybierz chłopaka z penisem. To smutne, smutno mi się to czytało. A jeszcze wziąwszy pod uwagę, że w naszym kraju zaczynają się szerzyć świętoszkowate trendy :-/ Rzeczywiście, katolicy mają ciekawe podejście do moralności. Myślę, że większość z nich nigdy samodzielnie nie myślała nad słowami Jezusa z najważniejszej dla nich księgi, liczy się tylko to, co mówi ksiądz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja, masz całkowitą rację. Dodatkowo dołożę do pieca, bo obecnie księża stoją wyżej w hierarchii niż sam papież. Księża często gęsto nawołują do nienawiści i nietolerancji, papież do miłości do bliźniego. Kto na chwilę obecną wygrywa?

      Usuń
  5. Oczywiście,że jest spowiedź...tylko należy ją łączyć z postanowieniem poprawy.Należy dążyć do bycia lepszym...a kurwy-spowiedź-kurwy-spowiedź to błądzenie.Znaczy,że ktoś nie pojmuje istoty wyznawania grzechów.To nie jest czarowanie.
    Czy jesteś zdziwiona reakcją rodziny ? Wiesz jak jest.Pewnie liczą,że Ci przejdzie .W sumie nie bardzo mogę się w tym temacie wypowiadać.W jakiejś desperacji to pewnie i rodzice czasem się zapędzą zbyt daleko.

    Już kiedyś,na jakimś z moich blogów,była jakaś lesbijka...też fajnie pisała.Wtedy byłem zdziwiony i ciekawy.Dziś nie dziwi mnie nic.I bardziej patrzę na siebie i większość z ostatnich trzech lat mieszkałem w innym,przesadnie nawet tolerancyjnym kraju.Wyprowadziłaś się z małej miejscowości,do wielkiego miasta...ułożysz wszystko i będziesz dalej żyć...Rodzi Ci się jakieś życie,masz swoje sukcesy,nie ma Cię za co skazać.

    Jakbym teraz przeczesał Twoje stare blogi i chciał pousuwać komentarze,gdzie wielbię Twoje wybitnie,cudowne pisanie...bo wolisz...a nie... Bo nagle, uznałem Cię przez to za głupią...Jak tak można,to trzeba mieć w sobie wiele złości chyba.

    Wreszcie wprost przeczytałem o Twojej orientacji.Bez problemu znalazłem kolejny raz Twojego bloga,to jak mogłabyś swoje preferencję seksualne ukrywać-Ty nie jesteś od życia w mroku .Jednak zwrot "coming out"jest strasznie idiotyczny...Jakbyś żyła w głupocie i z szafy wylazła...źle to przedstawia sytuację... i ja to gadam,a nawet błoto na woodstocku wyśmiewam...Chyba jest jeszcze miejsce na Twoje szczęście,nawet pod inną postacią,niż wszyscy oczekiwali.



    Więc wolisz kobiety...to już wiem,czemu Twoje notki,nigdy nie są ...ujowe ;) .









    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, See You, ja doskonale sobie zdaję sprawę, że to tak nie działa, problem w tym, że są moje próby wyjaśnienia tego, ale nie dochodzi do żadnej autorefleksji w ich głowach.
      Czy jestem zdziwiona reakcją rodziny? Myślę, że nie, że mogłam się tego spodziewać, ale nigdy nie sądziłam, że nawet Ci, na których wsparciu myślałam, że mogę polegać, Ci, którzy powiedzieli "Ona nadal jest naszą córką", okażą się słabi wobec manipulacji mojej matki i chrzestnej. Nie potrafię tak płakać, robić takich scen dantejskich, nie potrafię tak manipulować ludźmi. Więc na chwilę obecną, jestem taką czarną owcą rodziny, bo akurat dla mnie i moich odczuć nie ma tam zrozumienia. Życie.
      Cholera, tak wprost? Toż to teraz jeszcze bardziej będę musiała się starać, by trzymać poziom swoich notek :)

      Usuń
  6. Jacież...
    Bo wiesz, jak zaczynałam to wszystko czytać, to w mojej przewrotnej głowie pojawiła się myśl, że oni po prostu martwią się o Ciebie i dlatego to wszystko.
    Ale to nie jest wytłumaczenie, dlaczego robią Ci to piekło. Oni się zwyczajnie boją, a jak czegoś nie rozumieją i się tego boją to starają się to zniszczyć.
    Cholera. Przecież są sprawy, których w życiu się nie wybiera. One są i kropka!
    A oni zamiast wspierać to jeszcze pomyje na głowę leją.
    No żesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, oni nie uważają, iż są sprawy, których się w życiu nie wybiera. Zostałam już zdiagnozowana, jako osoba chora, tudzież taka, którą opętał szatan. Prześledzono też drzewo genealogiczne do 7 pokoleń wstecz, nie ujawniło ono podobnych dewiacji, więc podejrzewam, iż obecnie pokutuje pogląd, że jednak ta druga opcja jest prawdziwa.
      Podałaś tutaj bardzo ważny aspekt. Ja przez długi czas myślałam, że to moja wina, że ja będę winna ich wstydu i cierpienia spowodowanego tym, jak będą się czuć "gdy się ludzie dowiedzą". Ale pozostałe czyny, których się dopuścili, znacznie obniżyły moją empatię względem nich i ich strachu.

      Usuń
  7. Cóż mogę powiedzieć. Wielkie współczucie i szacunek za odwagę. To się chyba jednak nigdy nie zmieni. Zaburzone oczekiwania wobec drugiej osoby, zawsze będą rozczarowywać i boleć. I nie ma znaczenia jakie to były oczekiwania. Faktem jest że można nad tym przejść do porządku dziennego i żyć dalej tak jak się żyło. Trzeba tylko chcieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Zaburzone oczekiwania wobec drugiej osoby, w punkt. W kwestii przechodzenia do porządku dziennego - to już nawet nie to. Nikt nikomu nie każe akceptować wyborów, czy stylu życia innych. Myślę, że to po prostu kwestia zwykłej empatii. Przypomina mi się taka historia - mój znajomy kiedyś postanowił zostać kucharzem, wszyscy w jego rodzinie są prawnikami lub lekarzami. To, jak jego rodzina własna potraktowała woła o pomstę do nieba. Kucharzem został i to nawet cenionym, a rodziny już nie ma. Ot co. A można było zwyczajnie zamknąć usta w odpowiednim momencie i schować własne ambicje w stosunku do potomka, do kieszeni.

      Usuń
  8. Doskonale pamiętam ćwiczenia podczas studiów. Wykładowczyni zapytała nas czy jesteśmy tolerancyjni i czy nie mielibyśmy nic przeciwko osobom homoseksualnym. Każdy dosłownie każdy z nas powiedział, że jest tolerancyjny, a na kolejne pytanie powiedział, że nie ma nic przeciwko homoseksualnym osobom. Tego się wykładowczyni spodziewała. A potem odgrywaliśmy scenki. Sytuacja na pozór podobna z istotną różnicą. Jesteś rodzicem i Twoja córka/syn przychodzi z partnerem tej samej płci by Ci go przedstawić. I wtedy się zaczęło. Nie każdy był gotowy do tego by zaakceptować homoseksualizm własnego dziecka. To bardzo, bardzo trudne. Wiem, że oczekujesz wsparcia ze strony rodziców jednak popatrz na nich ich oczami. Postaw się na ich miejscu, Wstyd... poniżenie... poczucie, że są gorsi, i tak dobrze, że jeszcze z Tobą rozmawiają. Mogłaś usłyszeć: Od dziś nie mam córki. Wierz mi starsze pokolenie jest ulepione z innej gliny i dla nich córka homoseksualna to hańba. Wybacz im. Pojedź i powiedz, kocham Was, przykro mi, że wstydzicie się tego iż nie jestem heteroseksualna. Zawsze miło będziecie u mnie widziani i moja dziewczyna bardzo chciałaby Was poznać.
    I co? Jesteś gotowa na takie zachowanie w stosunku do swoich rodziców? A Twoja dziewczyna jak się wyraża na temat Twoich rodziców? Jak to jest na prawdę. Twoja sytuacja nie jest niecodzienna. Miliony rodzin boryka się z takim problemem. Bo to jest dla wielu problem.
    Trzymam za Ciebie kciuki! Jestem z natury optymistką, pocieszający jest fakt iż kolejne pokolenie będzie już bardziej tolerancyjne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczuwam niebywałą potrzebę odpowiedzi na ten komentarz, jako połowica Crackera niejako mogę się wypowiedzieć również w jej imieniu. Otóż - wyobraź sobie, że tak, była gotowa na takie zachowanie w stosunku do swoich rodziców. Ot co usłyszała (od matki) - nie mam już córki. Epitetów, jakich używała jej rodzicielka w stosunku do mnie i do niej nie wypada nawet powtarzać. Argument, że starsze pokolenie jest mniej tolerancyjne jest niesłychanie chybiony. Wyobraź sobie, ponownie, że moja mama, moje ciotki, wujkowie, babcie etc kompletnie nie mieli z tym żadnego problemu. Wiesz dlaczego? Dlatego, że ich życiem nie rządzi kościół, to raz. Dwa - rozsądek, inteligencja, wyrozumiałość, empatia. Miłość. To jest to, czego w przypadku rodzicielki Crackera zabrakło. I jest dla mnie (bądź co bądź - też nie pierwszej młodości) strasznie przykre, że ludzie w taki sposób w ogóle mogą myśleć.
      Wstydem jest zionąć nienawiścią, pogardą, jadem tylko dlatego, że czegoś się nie rozumie i nawet nie chce rozumieć. Straszne jest, że z tego powodu ludzie targają się na swoje życie. To jest wstyd. Natomiast co do tego, jak ja się wyrażam na temat jej rodziców? Nie wyrażałam się, długo. Dopóki kolejny raz roztrzęsiony Cracker chodził po ścianach, ponieważ za tydzień ma jechać do domu. Niemniej jednak ja jej matki nigdy nie wyzywałam, nie używałam obelżywych epitetów. Ale to może dlatego, że ja katoliczką nie jestem.

      Usuń
    2. Staram się patrzeć na to ich oczami i co widzę? Boję się potępienia ze strony Boga i wszystkich świętych dla mojej grzesznej córki, ale chwała Panu, że dał mi odpowiedni oręż – dziś ją wyzywam, poniżę, na koniec powiem, że ją kocham, a za dwa… no dobrze, trzy dni znowu, może coś do niej dotrze. A w niedzielę pójdę do spowiedzi, ksiądz rozgrzeszy mnie z tych kurew, szmat i dziwek. I jeszcze pochwali za interweniowanie w odpowiednim momencie. Boże, ile ja się muszę nacierpieć! Córka-lesbija, co ludzie na wsi powiedzą? Przecież wszystko im zawdzięczam, gdyby nie oni to nigdy bym nie osiągnęła w życiu tego, co mam, każdy mieszkaniec mnie wspierał w trudnych chwilach i to im powinnam być wdzięczna, o ich opinię dbać. Straszna hańba i wstyd, a taka byłam z niej dumna, a teraz z babą się obdała i z babą żyje!
      A co do relacji z moimi rodzicami: Drodzy rodzice, kocham Was, nawet Ciebie, mamo, mimo tych kurew i poniżeń, które fundujesz mi z zadziwiającą regularnością. I ja rozumiem, że nie akceptujecie, trudno, ale nie możesz zwracać się do mnie w kulturalny sposób? Z zachowaniem podstaw związanych z szacunkiem do drugiego człowieka? Tyle że coraz trudniej jest mi powiedzieć, iż jesteście mile widziani w moim życiu. Swoim zachowaniem sprawiliście, że załamywałam się wielokrotnie i to nie jest tak, że ja już przeszłam z tym do porządku dziennego. Problem polega na tym, że coraz trudniej jest mi zmusić się, tak, zmusić, do kontaktu z wami, bo na kolejne eldorado zwyczajnie brak mi sił. To jest ten etap, w którym bezpieczny płaszczyk dystansu, pod którym się chowam, jest dla mnie czymś, czego potrzebuję najbardziej.
      I dodam, to nie jest wytwór literacki, moi rodzice to słyszeli.
      A moja dziewczyna, za co ją podziwiam, nigdy nie wyrażała się niekulturalnie w stosunku do moich rodziców, mimo że klnie jak szewc. Razem ze mną przeszła przez wiele etapów – wspierania mnie, tłumaczenia, że powinnam dać im czas, aby oswoili się z sytuacją, ale jej również wyczerpała się kiedyś cierpliwość na gesty katolickiej miłości, którymi mnie szczerze obdarzali. I myślę, że zarówno ja, moja dziewczyna i moi rodzice chętnie byśmy się znaleźli przy jednym stole, ale tylko po to, żebym: a. ja powiedziała, co mnie boli; b. moi rodzice powiedzieli, co ich boli, a mama obdarzyła nas potokiem epitetów; c. D. rzuciłaby się mojej mamie na szyję i bynajmniej nie po to, aby ją uściskać. Cóż, chyba jednak zbyt trafnie odczytuje moje emocje (w co wątpi) i zbyt często widziała mnie w zbyt depresyjnym wydaniu z powodów, o których pisałam w notce.
      I ta sytuacja nie jest niecodzienna. A nie uważasz, że właśnie niecodzienna powinna być?

      Usuń
  9. Życzę Ci dużo szczęścia. Bądź szczęśliwa. Twoich rodziców nie rozumiem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nikt ci nie zrobi takiej krzywdy, jak rodzeni rodzice...
    Oni mówią to samo o dzieciach i tak to się kręci od wieków.

    Jedynym wyjściem jest taka terapia, która pozwoli ci naprawdę się oderwać. To znaczy zlikwidować ten skurcz w brzuchu, trzęsące się ręce na myśl o kolejnej rozmowie czy spotkaniu.
    Kiedy ty się wewnętrzne wzmacniasz, oni też zaczynają się inaczej zachowywać. Tak to działa. Wiem, bo parę osób wyleczyło z nerwicy siebie i swoich starych. Innego wyjścia nie ma.
    Może powinnaś się rozejrzeć w okolicy, bo tej warszawskiej terapeutki nie polecę ci tylko ze względu na odległość. Szkoda, że nie mieszkasz w pobliżu. Trzymajcie się ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Helen za radę i dobre słowo :)

      Usuń
  11. To pierwszy tekst, jaki przeczytałam na Twoim blogu i od razu taki temat... nie wiem jak skomentować Twój post.
    Myślę, że nasi rodzice mają jakiś własny obraz szczęścia, w którym chcieliby zobaczyć swoje dziecko i ciężko im jest przyjąć do wiadomości, że ich wizja wcale nie musi uszczęśliwić kogoś innego. Myślę, że jakbyś im powiedziała, że rzucasz studia, pracę i wyjeżdżasz np. na stałe do Indonezji albo otwierasz studio tatuażu, to też suszyliby Ci głowę... Pozostaje mieć nadzieję, że w pewnym momencie w końcu zaakceptują Twoje wybory, zobaczą że jesteś szczęśliwa i spełniona, a nie że robisz im to na złość czy po to żeby świadomie zmarnować sobie życie... Ale ten ból i poczucie odrzucenia pewnie ciężko będzie zapomnieć... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jak piszesz. Pozostaje tylko czekać na to, czy w końcu to do nich dotrze, a w międzyczasie toczyć gwiezdne wojny o swoje.

      Usuń
  12. O matko, Cracker, no to mnie sponiewierałaś nieźle. Emocjonalnie, że tak powiem. Gotuje się we mnie, bo nie kumam, jak tak można. Nawet nie wyobrażam sobie, co musiałaś przechodzić w tym czasie i jak bardzo bolesne były to dla Ciebie chwile. Nie rozumiem, jak można być tak zaślepionym i nie dostrzegać, że bardzo krzywdzi się osobę, której powinno się dawać poczucie bezpieczeństwa i wsparcie. Zawsze. Współczuję Ci bardzo tej gehenny i cieszę się, że masz przy sobie ukochaną osobą, która daje Ci szczęście i siłę. Bo pewnie jednego i drugiego będziesz jeszcze często potrzebować. Trzymaj się ciepło, ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  13. nietety ciągle jest tak, że ludzie niehetero są traktowani jako gorsi, co mnie szalenie wkurza szczerze mówiąc. no bo po co komuś pod kołdrę zaglądać, skoro on nam nie zagląda? kurcze, ok, widok dwóch facetów liżących się na ulicy nie jest przyjemny, ale TAK SAMO nieprzyjemny jest widok liżącej się na ulicy pary kobieta+mężczyzna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję że rodzice zaakceptują Cię taką jaką jesteś i miłość zwycięży

    OdpowiedzUsuń
  15. Cześć dziewczyno. Wiem, że zaglądasz czasem na mój blog, dlatego wiesz, że jestem osobą wierzącą i praktykującą. I dlatego właśnie chcę napisać kilka słów. Straszne to wszystko, co napisałaś. Straszne to, co robi Twoja mama, głównie ona.
    Nie wiem oczywiście, co ja zrobiłabym, gdyby to moja córka przyszła do mnie z taką wiadomością, ale mam nadzieję, że nie przestanę jej kochać i jej tej miłości okazywać. Bo Jezus jest miłością i on ani Ciebie, ani Twojej połówki nie przekreśla. Twoja mama powinna to wiedzieć. To, co piszesz wcale nie jest, albo nie powinno być dla katolika proste, nie wystarczą tylko wyrzuty sumienia, potrzeba jeszcze prawdziwej szczerej chęci zmiany na lepsze.
    To wszystko bardzo trudne, dla Ciebie, dla Twojej mamy. To strach podpowiada jej te wszystkie straszne słowa. A powinna się modlić i kochać. Nic więcej. Ja się będę modlić za Was wszystkich, a Bóg zrobi to, co dla Was najlepsze. Może nie dziś i nie jutro, ale zrobi. Trzymaj się i kochaj mamę, mimo wszystko. Zresztą Ty wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedzam i wiem doskonale. Dlatego - co w sumie smutne - bardzo zdziwiłam się Twoimi słowami, które zawarłaś w komentarzu. Jesteś bowiem jedną z nielicznych (poniekąd) znanych mi osób, które wierzą w Boga i poza tym faktycznie odznaczają się miłością do bliźniego. Taką prawdziwą, która nie podsuwa wizji ukamienowania homoseksualnego grzesznika. Dlatego też bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz i dobroć.
      I.. jak napisałaś... tak, wiem. Wiem doskonale.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.