Pokemon ewoluuje

Nie potrafię nigdy wskazać momentu, w którym zaczyna się moja przyjaźń z daną osobą. Zdecydowanie łatwiej jest mi określić moment, w którym, już na etapie przyjaźni, przed trzecim wypitym piwem następuje bardzo głębokie wyznanie „Ej, a wcześniej to ja tak niespecjalnie Ciebie lubiłam”. A po trzecim wypitym piwie sięgam po dowód dla legitymujących mnie panów policjantów i w trosce o ich zdrowie dopytuję - „Czy jest konieczność zgaszenia papierosa?”. 

Cóż, tak mniej więcej pamiętam tamten wieczór. U. pamięta go równie dobrze. Pamięta, jaka byłam uprzejma. Tylko z jakiegoś względu moja wypowiedź w jej głowie brzmi mniej płynnie. Nie wiem, o co jej chodzi… 

W każdym razie U. trzymała kciuki za mój doktorat. Żebym się dostała i rozniosła system. Bo, jak pięknie określiła „jeszcze ten doktorat” i „pokemon w pełni wyewoluuje”. Wobec tego staram się wyewoluować, jak tylko mogę. Badania już robię, w międzyczasie pracuję nad publikacją i jeszcze zgodziłam się na prowadzenie zajęć dla studentów w zimowym semestrze. 

- Czyli zgadza się Pani na czwartek po południu, 3 godziny zajęć i piątek, 9 godzin zajęć?
- Jasne, że tak. Dam sobie radę! 

Pomyślałam - jasne, że dam radę! Młodości, orla twych lotów potęga… O, tak zapamiętałam ten dzień. 

Tak więc do czwartku robiłam badania i przygotowywałam się do prowadzenia zajęć. Zaś w czwartek szłam na zajęcia wcześniejsze. Aby popatrzeć, co studenci mogą zrobić nie tak. I nauczyć się obsługi sprzętu. Potem prowadziłam swoje zajęcia, a w międzyczasie, którego nie ma, analizowałam, co zrobiłam nie tak i co mogę zrobić lepiej. W piątek wstawałam rano i wzbogacona doświadczeniem oraz wiedzą z dnia poprzedniego, prowadziłam ćwiczenia i wznosiłam się na wyżyny dydaktyczne. Zaś o godzinie 19., kiedy studenci opuszczali salę laboratoryjną, ewoluowałam w nielota.

Po miesiącu prowadzenia zajęć wiem, że moja wizja „Jasne, że tak. Dam sobie radę!” odbiegała od rzeczywistości. Można to impretować w dwójnasób

Wersja A – optymistyczna – zakłada następujący rozwój wydarzeń i stanowi wstępną wersję dla J. K. Rowling. Jasne, że tak. Dam sobie radę! Będzie następujący podział obowiązków. Ja przygotuję się do zajęć od strony teoretycznej, a skrzaty obsłużą mi wszystkie wirówki, spektrofotometry i inne aparaty podczas ćwiczeń, elfy przygotują kolokwia dla studentów, trolle je sprawdzą, zaś wróżki wprowadzą korekty do stosu sprawozdań oddawanych przez studentów. Aha! I jeszcze wilkołak o północy wyśle studentom na ich grupowego mejla uzyskane oceny. 

Wersja B – pe… pesymistyczna (tudzież: obiektywna) – Jasne, że dam sobie radę! Do czwartku będę robić badania i przygotowywać się teoretycznie do prowadzonych ćwiczeń. Przed zajęciami zobaczę, jak obsłużyć wszystkie wirówki, spektrofotometry i inne aparaty, a praktyka… tego już nauczę się na ćwiczeniach. Ułożę kolokwia i je sprawdzę, zaś oceny wyślę studentom na grupowego mejla. W wolnych chwilach zerknę do sprawozdań studentów, poczytam zanotowane obserwacje i wnioski. A potem wzniosę kilkukrotnie oczy ku niebiosom czytając takie kwiatki: „rodanek chamuje”, „pojawia się piękna plazmoliza” oraz (tu jest początek…) „w mieszaninie znajdowało się wiele barwników” (…a tu koniec tego głębokiego wniosku). Oj, pokarali mnie studenci za te dwóje…

Tak więc niech żyje przerwa świąteczna, chwila odpoczynku zdecydowanie się przyda, coby nic nie „zachamowało” mojego entuzjazmu. I – żeby nie było – wbrew pozorom bawię się świetnie!

I na koniec, coby ładnie zwieńczyć te perypetie na Uczelni – ustny u Hrabich. 



9 komentarzy:

  1. Kabaret Hrabi rozwalił mnie na łopatki... jak zinterpretujesz, tak się wyśpisz;)))
    Wyśpij się Cracer!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kiedyś się wyśpię ;) Tylko najpierw muszę dobrze zinterpretować ;P

      Usuń
  2. Szacun wielki - uczysz studentów?
    A chcą się chociaż uczyć? ;)
    W każdym razie korzystaj z przerwy świątecznej (macie chyba teraz taką? ;) ) i odpoczywaj, odpoczywaj... No i baluj - wszak wnet Sylwester. Z tej okazji - wszystkiego dobrego w nadchodzącym Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczę studenciaków, ale ci uczą się średnio. W sumie nie dziwię się, mi przypadli studenci "napływowi", czyli z innego wydziału, toteż im trochę mniej zależy, by wiedzę z akurat tego przedmiotu przyswoić.
      Dziękuję i nawzajem ;)

      Usuń
  3. Podziwiam! :) mnie zeżarłaby chyba trema, gdybym miała prowadzić jakiekolwiek zajęcia, bo ja to raczej nie lubię wystąpień publicznych.
    Gratuluję mocno postępów, samorealizacji i tego, że bawisz się świetnie. Oby tak dalej. Zresztą jestem pewna, ze będzie Ci szło świetnie, bo świetnym ludziom inaczej przecież iść nie może :))
    Ps. Tak. Moje Święta minęły spokojnie i miło.
    Super, że i Tobie udało się ślizganko. Ja na rolkach nie jeździlam nigdy, bo jakoś to trudniejsze mi się wydaje niż lyżwy.ale mogę się mylić.
    Dziękuję za życzenia. Dla Ciebie tez wymarzonego Nowego Roku! Niech się dzieje dobrze :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że moim studenciakom również podobają się moje zajęcia :) A trema jest do opanowania, przyznam, że podczas początkowych zajęć się stresuję (ja! dla której prowadzenie zajęć to jeden z pięciu żywiołów). Tak to jest, jesli nie ma się regularnego "treningu" :0

      Usuń
  4. Haaaah, nauczyłam czegoś zupełnie innego, chociaż do moich uczniów zaliczali się również i studenci i nie wiesz jak często marzyłam o tych elfach, skrzatach i wilkołakach nawet też. Ale fun może być niesamowity (jak już czasem się wyśpisz, jak nie wyśpisz, to w sumie też) i satysfakcja ogromna. I tego właśnie Ci życzę z całego mego serduszka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I wywołałaś...CZEŚĆ :) !!! Zgłaszam się.Odczytałem rano w łóżku wiadomość,parsknąłem i miałem ochotę Ci pione przybić.DOBRZE,ŻE CZUWASZ...
    Aha...wiec uczysz...studentów...wyszedłem z ciemnego lasu...boru raczej,gdzie nic nie widziałem.Ominęło mnie troszkę,ale zdziwienia we mnie mało,bo przecież wiem,że cele masz wysoko usadowione.Mogłaś na festynach na puzonie grać w orkiestrze...pączki smażyć,albo tylko otagowywać sponsorami wpisy na instagramie i dostawać darmowe kremy...Gdzieś Ty już zaszła? Jak doczytam resztę zaległych przygód,to pewnie pozazdroszczę.Szacuneczek za wytrwałość.Fajnie,że można na Ciebie liczyć :) .Oczywiście,najfajniej się czyta nocami ;) .

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.